Menu
Jerzy Szlachta

Jerzy Szlachta

Muchy pokazują swoją "Miłość"

„Miłość” to pierwszy singiel zapowiadający nową płytę Much, nad którą zespół pracuje w pierwotnym składzie: Michał Wiraszko, Piotr Maciejewski, Szymon Waliszewski i Stefan Czerwiński (dołączył do zespołu w 2013).

Piosenka “Miłość” powstawała latem, kiedy zespół po udanym wiosennym powrocie odwiedzał największe festiwale, już z myślą o jesiennej trasie. Zwiastuje to, co ma nadejść w 2019 roku. Brzmieniem “Miłość” nawiązuje do początków zespołu i najlepszych indie-rockowych czasów. Mówi wprost o tym, czego bardzo często dzisiejszym czasom i nam wszystkim brakuje - prostych, szczerych uczuć - zapowiada Michał Wiraszko. Zespół, podobnie jak w poprzednich latach, pracuje nad nowym materiałem z Marcinem Borsem.

Singla można słuchać tutaj: https://youtu.be/PR2siTCyNK8

Muchy powstały w 2004 roku w Poznaniu z inicjatywy Michała Wiraszki, Szymona Waliszewskiego i Piotra Maciejewskiego. W 2006 roku zespół został uznany za odkrycie roku według Programu Trzeciego Polskiego Radia i miesięcznika Machina. Rok później ukazał się debiut zespołu, który zostaje uznany za „Płytę roku” przez słuchaczy PR3, a o którym Tomasz Waśko z portalu Porcys pisał „Popkulturowa wartość Terroromansu jest bezsprzeczna, oto zespół z Poznania odzyskał dla polskiego rocka lata osiemdziesiąte, odzyskał czas w którym śpiewało się o czymś, w którym słowa miały takie samo znaczenie jak muzyka. [...] Wiraszko ma coś ważnego do powiedzenia
i to mówi.”. Kolejne lata w historii zespołu to występy na największych festiwalach jak Open’er, Coke Live czy OFF Festival, a także kolejne płyty i zmiany personalne. W 2018 roku, po blisko 3 latach przerwy, Muchy wracają do koncertowania. Po letnich występach w trakcie festiwali Open’er, Spring Break czy OFF Festival zespół rusza na jesienną trasę, w ramach której odwiedzi 7 polskich miast!

18.11 Wrocław / Stara Piwnica
30.11 Sopot / Sfinks700
1.12 Poznań / B17
2.12 Warszawa / Niebo
13.12 Łódź / Format
14.12 Kraków / Zet Pe Te
15.12 Mysłowice / MDK


Wydawnictwo Agora

Rock Noc 17.11.2018 g. 22.00

KSU Mój świat. Eugeniusz Siczka Olejarczyk – kaskader polskiego punk rocka, lider i współzałożyciel legendarnej grupy KSU, w rozmowie z kumplem, fanem i sąsiadem Andrzejem Dumkiewiczem. Siczka z rozbrajającą szczerością opowiada o swoich wzlotach i upadkach, fascynacjach i nałogach. Nie sili się na zbędną filozofię i nie dorabia niepotrzebnej ideologii. Mówi wprost i bez ogródek, ale nie obraża, nie ocenia i nie agituje. Precyzyjnie wymierza ciosy burząc kolejne mity i odsłania ukrytą prawdę. Ta rozmowa, napisana w prosty i zrozumiały dla każdego sposób, to lektura obowiązkowa nie tylko dla wszystkich fanów KSU, ale także dla gospodyń domowych, profesorów wyższych uczelni i upadłych kobiet przy autostradzie. 

Siczka będzie gościem audycji Rock Noc, zadzwonimy także  do Andrzeja Dumkiewicza autora książki. Polskie Radio Rzeszów - sobota 17.11.2018 r. godz. 22.00

Lista utworów ale co z tego zaqgramy...tego nikt nie wie:

KSU: Antypody
Ukraina: Metalowa lalka, Ludzie szczęśliwi
Brygada Kryzys: Centrala, To co czujesz
KSU: Moje stąd, Kiedy naród umiera
Farben Lehre: Pogodna, Kamienie
Siekiera: Tak dużo tak mało
Armia: Opowieść zimowa
KSU: Wolne niewole, 11.11.2012
Mira Kubasińska & Breakout: Liście zabrał wiatr
1984: Radio niebieskie oczy Heleny, Biała chorągiewka
Proletaryat: Ruchomy cel, Przemijanie
KSU: Głupawica, 
godz.00.05 - Brygada Kryzys "XXX live" 

Nie daj się
Nie ma nic
Przestań śnić
Fallen Fallen Is Babylon
Travelling Stranger
The Real One
Radioaktywny blok
Exept One
Ganja
Centrala
Too Much
Wojna
Ty i tylko Ty
Nie wierzę politykom

Abodus "Labirynt"

Muzyczny Labirynt Abodusa
Zespół Abodus ze Sztumu, swoją muzyczną i artystyczną działalność rozpoczął w pierwszych altach XXI wieku. Jako Szerwony Abodus grupa wydała jedną płytę, jednak stylistycznie była to zupełnie inna muzyka, jaką po kilkuletniej przerwie zespół pragnął nagrywać i prezentować na scenie podczas koncertów. Stąd skrócona nazwa zespołu do Abodus, która miała sugerować słuchaczom o zmianach nie tylko personalnych, ale także stylistycznych. W czasie zawieszenia działalności zespołu muzycy nie próżnowali. W spokoju i bez nacisku przygotowywali nowy materiał i tym samym tworzyli nowe oblicze zespołu. Muzyka, której produkcją na płytę zajął się sam Tymon Tymański była gotowa już jesienią ubiegłego roku i wtedy także została wydana nakładem wytwórni Pronet Music. Pierwsze recenzje były niezwykle obiecując. Słowa pochwały popłynęły nawet od Wojciech Waglewskiego, który zauważył bezpretensjonalność i oryginalną stylistyczną budowę poszczególnych kompozycji. Zaowocowało to co prawda okazjonalną współpracą z wokalistką Olą Rogowską, ale zawsze! Płytę otwiera „Labirynt” ekspresyjny z ciekawym niskim riffem gitary Piotra Podlewskiego. Izotopia to popis wokalny Oli, a jej silny i drapieżny głos idealnie wpasował się w mocny wokal Pawła Małaszyńskiego, który gościnnie zaśpiewał w tej kompozycji. Słuchając częściej tej kompozycji mam nieodpartą ochotę napisać, że to głos Pawła Małaszyńskiego wpasowuje się do koncepcji wokalnej Oli właśnie. Niezwykły „Kokon” to potęga tekstu autorstwa Arkadiusza Rogowskiego, perkusisty (wspólnie z Arkadiuszem Dzikowskim, grającym na gitarze basowej, to sekcja rytmiczna Abodusa) i prywatnie męża Oli. Niezwykła fabuła z nieoczekiwaną puentą. Tego utworu po prostu trzeba posłuchać. W podobnej konwencji utrzymany jest utwór „Jestem”, który doczekał się także przejmującego teledysku. „Idę dalej” to utwór obrazujący pełnię werwy grupy utrzymany w konwencji postpunkowej lub jak kto woli w stylistyce rocka alternatywnego. Piękne i nastrojowe w swoim rodzaju „AGCH” i „Schizophrenic” jeden z dwóch umieszczonych na płycie utworów z tekstem w języku angielskim. Ten pierwszy „Chance”, moim zdaniem jeden z najlepszych na płycie, może być przyczynkiem do tego, ze zespół być może kiedyś zdecyduje się na rockową „jazdę” właśnie w klimatach zaprezentowanych na „Chance”, gdzie ciekawe muzyczne tło tworzą klawisze na których w zespole gra Adam Meryk. Trudno jednoznacznie sklasyfikować twórczość zespołu Abodus. Świadczy to nie tylko o szerokich horyzontach twórczych zespołu, ale także o tym, że ten niezwykle ciekawie zapowiadający się zespół wyda swój kolejną płytę z materiałem muzycznym, który będzie sporym zaskoczeniem dla odbiorców. Czego zespołowi, słuchaczom i sobie życzę.
Karol Guber

Abodus "Labirynt" CD, Dig.
Pronet Records, PRCD 011
CD, Album, Digipack
Made In Poland, 2017
Tracklista
1. Labirynt
2. Izotopia (feat. P. Małaszyński, A. Klimkiewicz, T. Rachański)
3. Jestem
4. Chance
5. Kokon (feat. P. Anton)
6. Schizofrenic
7. Idę Dalej (feat. A. Brachaczek)
8. AGCH
9. D (faet. Szymoniak)
10. Exit
Realizacja nagrań Tymon Tymański

JitterFlow „Self_X”

JitterFlow to grupa spod znaku alternatywnego rocka, jednak w swym bezkompromisowym przekazie stojąca na drugim krańcu tej palety stylistycznej. Album nosi tytuł Self_X, a muzycy przyjęli nazwę JitterFlow. To termin zaczerpnięty z branży elektronicznej, najogólniej oznaczający przypadkowe i krótkotrwałe zakłócenia przepływu sygnału. Chyba pasuje do ich twórczości. Wydawałoby się, że muzyka stworzona jedynie przez trzy instrumenty (gitara, bas i perkusja) będzie stosunkowo prosta. Nic z tych rzeczy. Dzieje się tu mnóstwo, choć przyznam, że efekt końcowy zadowoli głównie zdeklarowanych ekstremalistów. Warto jednak poświęcić tej zaledwie dwudziestominutowej płycie nieco więcej uwagi. Mój patent na tę muzykę - późny wieczór, spokojna głowa i dobre słuchawki. I co ciekawe - można tego słuchać nie odkręcając wzmacniacza na pełen gwizdek. Mało tego, to nawet czasem pomaga. W pierwszej chwili pomyślałem, że to jednak nie moja bajka. Jako że jednak staram się być otwarty na różnorakie zjawiska muzyczne oraz mając w pamięci wielu przedstawicieli pokolenia moich rodziców zżymających się na „wrzeszczącego Niemena” postanowiłem nie odpuszczać. Po kilku przesłuchaniach stwierdzam, że jest w niej coś hipnotyzującego i wciągającego. Mało tego, po wybrzmieniu ósmej kompozycji (kończącej ów mini album) poczułem niedosyt i ponownie wcisnąłem play w odtwarzaczu. Ale do rzeczy.
Po pierwsze - kompozycje są krótkie (niewiele ponad dwie minuty), zwarte i maksymalnie przesiąknięte emocjami. Nie jest to jednak bezmyślny łomot. Brzmieniowo dzieje się tu naprawdę dużo. Jestem przekonany, że za każdym utworem stoi przemyślany aranż. Muzycy twierdzą, że inspirują się również strukturami jazzowymi. Być może, ja tego nie dostrzegłem, bądź jedynie śladowo. Niewątpliwie jest tu dużo skomplikowanych figur rytmicznych i zaskakujących zwrotów. Celuje w tym zwłaszcza trzeci utwór, zatytułowany Self_Xorcism. Jest to najdłuższa kompozycja, trwająca ponad cztery minuty, która wydaje się najmniej oczywista z całości i chyba jest pewnym manifestem zespołu. To podróż przez otwarty strumień świadomości, z zupełnie nieoczywistym zakończeniem.
Przyznam, że zanim zdecydowałem się napisać kilka słów od siebie poszukałem recenzji tego krążka. Niewiele jest merytorycznych, choć bywają wyjątki. Owszem można nazwać tę muzykę ekstremalną i pełną chaosu, z dzikim wokalem, ale to duże uproszczenie. Podziwiać należy bezkompromisowość twórców, którzy nie oglądając się na walor komercyjny zrealizowali po prostu to, co im w duszy gra. Przeprawa nie jest łatwa, ale daje satysfakcję uczestnictwa w czymś niezwykłym, a jednocześnie bardzo prawdziwym.
Grupa JitterFlow istnieje już jedenaście lat, przeszła kilka zawirowań personalnych (ostatnio zmiana na stołku perkusisty), a jednak nadal uparcie realizuje własną wizję artystyczną. Scementowała ich jak sądzę nie tylko muzyka, ale i w sensie dosłownym budowa własnego studia. Zdecydowali się na ów trud, by mieć nie tylko nieograniczoną swobodę artystyczną, ale także dlatego, że postanowili ten warsztat pracy wyposażyć głównie pod potrzeby własnego instrumentarium. Dominuje w nim sprawdzony sprzęt, w dużej części analogowy, pochodzący z czasów, gdy jeszcze w studiach nagraniowych panowała atmosfera wspólnej pracy twórczej. Dziś wiele rzeczy można zrobić zdalnie, na odległość, używając cyfrowej aparatury i nie widząc się podczas nagrań. Traci na tym atmosfera, duch wzajemnej inspiracji i sama muzyka. Członkowie zespołu realizowali swój album samodzielnie, ucząc się na własnych błędach. Jedynie ostateczny mastering powierzyli zaufanemu specjaliście, z którym wcześniej się zaprzyjaźnili i który poznał specyfikę ich muzyki. Dało to bardzo dobry efekt końcowy. Mimo, że muzyka jest głośna i bezkompromisowa, a wokal przypomina mówiąc kolokwialnie „darcie ryja” to jednak wszystko brzmi selektywnie i nie jest bezładną magmą poplątanych i niepasujących do siebie pomysłów. Może właśnie dzięki bardzo dobrej produkcji ów album do mnie przemówił i ostatecznie przekonał. Myślę, że nie jest tu istotne drobiazgowe poszukiwanie inspiracji, odniesień, pierwowzorów itd. Liczy się efekt końcowy, a ten chwyta za gardło. Dosłownie.
Krzysztof Wieczorek
Subskrybuj to źródło RSS